Ziemia jest dla tego, który stanie spojrzy i pójdzie dalej... dziękuje Ci
RSS
czwartek, 09 czerwca 2011
powrót z zaświatów?

Hmmm nie wiem czy powrót z zaświatów, ale fakt faktem nie było mnie tu prawie rok czasu. Nawet hasła nie mogłam sobie tak od razu przypomnieć. Ale wpadłam tylko na chwilę, jakiś czas temu myślałam o tym aby skasować tego bloga bo zupełnie nie mam czasu tu zaglądać... ale, potem pomyślałam, że przecież jeszcze tu wrócę. Na pewno inna, na pewno z innymi problemami ale wrócę. Tymczasem sa inne, ważniejsze sprawy teraz nie ja jestem na pierwszym planie. Są na nim dzieci. Nasi cudowni chłopcy. Teraz jest budowa domu, naszego miejsca na ziemi. Teraz piszę codziennie tutaj, wieczorami kiedy chłopcy już śpią: 


Dziennik budowy - Forum Murator

Piszę też czasami o moich dzieciach na ich blogu. Na mojego nie znajduję już czasu. Ale kiedyś znajdę....poczekajcie!! Jeszcze tu wrócę!!! Może będę już wtedy znowu dziewczyną ze wsi ;-))) a może już kobietą ze wsi....to by pewnie lepiej brzmiało babą ze wsi heheheh i tym wesołym akcentem pożegnam się na czas jakiś

22:28, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lipca 2010
W pracy roboty tyle, że nie ma czasu się po ... nosie podrapać. Brzuchol rośnie jakby 100 razy szybciej niż przy Pawełku, ale nic to, nie martwię się tak jak w pierwszej ciąży bo wiem już, że ile by nie było wszystko jest do zrzucenia potem ;-))
Syn, wczoraj skończył 10 miesięcy a chodzi już sam od jakiegoś czasu. Wcześniej były pojedyncze kroczki a teraz już ładnie śmiga i z każdym dniem coraz ładniej.
Mąż zdał pierwszy z kilku czekających go egzaminów i jestem z niego bardzo dumna. A jak zda resztę to pomyślimy o nagrodzie ;-D
Czynności administracyjno-prawne dotyczące budowy posunęły się znacznie do przodu. Jak dobrze pójdzie to początkiem sierpnia będzie komplet dokumentów do pozwolenia budowlanego.
Trochę jestem monotematyczna, no ale cóż - takie życie ;-))))))))

Może ciekawiej jest tutaj?  KruSynek



13:49, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 czerwca 2010
Mój synek-KruSynek, w dosłownym tego słowa znaczeniu - dziecko 10tego centyla, ni hu hu  nie może przytyć. Nawet będąc 3 tygodnie na babcinym garnuszku kiedy to jadł trzy razy tyle co normalnie.

Rano, śniadanie, mąż wcina kanapkę z żółtym serem odchyla serek i daje młodemu do ugryzienia sam chlebek z masełkiem:

Ja: spoko możesz mu dać z serkiem,
Mąż: chcesz żeby był gruby?
Ja: Tak,
Mąż: (zdziwienie)
Ja: Pójdzie do przedszkola i jak go dopadną chłopaki to ino go dotkną a z Krusynka zostaną tylko piórka,
Mąż: Taaaaaa jasneeee, najpierw to będą go musieli dogonić.


_________________________________________________

Cały wszechświat mówi mi, że to maleństwo w moim brzuchu to jednak chłopak, babcie, lekarze, nawet stare porzekadło ludowe, które brzmi :
"Mówię tata wołam brata"
 a Pawełek na okrągło tylko "Tata, tata, tata..."

Ja: Pawełku powiedz Baba,
Syn: Baba
Ja: Pawełku powiedz Dziadzia,
Syn: Dziadzia,
Ja: Pawełku powiedz Tata,
Syn: Tata,
Ja: Pawełku powiedz Mama,
Syn: (z radościa w oku) Tata!!



No i lekarz podczas (kolejnego) USG, pokazuje mi skrzyżowane nóżki maleństwa:

Ja: Ooooo to teraz to już wiem, że to na pewno dziewczynka, proszę zobaczyć jaka wstydnisia.
Lekarz: (patrząc na mnie jakby coś wiedział) Dlaczego Pani się tak oszukuje?


No i to by było na tyle!!!!






08:40, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 czerwca 2010
Ta ciąża przebiega zupełnie inaczej od pierwszej. Nie czuję się tak dobrze jak wtedy kiedy miałam w brzuchu Pawełka, to daje mi cichą nadzieję, że moje przypuszczenia co do płci dziecka są trafne. Poza tym taka ładna to może być tylko dziewczynka:


- cześć HeLenka !!! ;-)))))
fot. z 10 czerwca 2010




07:45, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 maja 2010
Chociaż do Świat Bożego narodzenia jeszcze daleko, daleko to myślę, że mogę już o tym napisać. W tym roku pod choinkę nasz synek dostanie wyjątkowy prezent: braciszka lub siostrzyczkę ;-)))) Ja gdzieś tam w środku czuję, że to będzie dziewczynka- Helenka. Ale jeśli się mylę to też cudownie ;-) Będzie dwóch łobuziaków.
Już nie mogę doczekać się aż zobaczę nasze drugie maleństwo na USG ;-)))

No to nabraliśmy tempa kochanie ;-))))))
 


13:23, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 maja 2010
Syn (7 m-cy):
- raczkuje, wstaje i stoi sam, siada, a najchętniej biega trzymany pod pachy,
- potrafi powiedzieć mama, ale nie nadużywa póki co ;-)
- wcina dużo i wszystko co tylko jest pod ręką, najbardziej smakuje to co jedzą rodzice a mimo to wciąż jest KruSynkiem na 10-25 centylu, dzieci - rówieśnicy dawno już odbiegły o kilka kg do przodu, mama chcialaby żeby przytył no ale syn jakos nie może, ale cóż dzięki temu że waży mniej potrafi się świetnie przemieszczać a nawet nie przeciążając kręgosłupa chodzić kiedy sie go przytrzyma za rączki,
- dostał swój pierwszy nocnik - jest na etapie zaprzyjaźniania sie z nim,
- nadal pije mleko mamy i nie ma najmniejszego zamiaru zmienić swoich przyzwyczajeń - ale niestety (albo stety) będzie musiał bo..... a o tym jeszcze nie teraz ;-))))))
- jak niedawno podliczyłam, od narodzin przejechał z nami juz grubo powyżej 10 tysięcy kilometrów, czyli powyżej 1/4 długości obwodu całej planety mierzonego po równiku, wychodzi na to, że jeśli nie zmniejszymy częstotliwości wyjazdów-podróży w wieku 2 lat osiągnie całość obwodu Ziemi ;-) od razu mówiłam jak się urodził, że podróżnik z niego (ksiądz udzielający mu Sakramentu Chrztu przepowiedział mu kapłaństwo więc się jakiś misjonarz szykuje ;-))),
- nauczony przez ciocię klaskania w łapki, klaszcze bez przerwy ;-))

Ja:
- wróciłam do pracy,
-po 8 miesiącach leniuchowania muszę teraz wstawać codziennie bardzo wcześnie,
- wracam do trenowania siatkówki,
- nie mogę za cholerę wybrać się na basen, jakaś masakra z tym, barakiem czasu,
- wyjechałabym gdzieś w gorące kraje !!! niestety kasa wędruje do kieszonki z napisem "budowa domu" więc pewnie skończy się na wypadzie w góry i nad polskie (brrrr) morze,
- ostatnio będąc na naszej działce, przypadkiem wypłoszyłam z niej dwa piękne cudowne bażanty, ehhh ja już chcę tam mieszkać buuuu
- zbieram się z myślą o założeniu internetowego dziennika budowy, ale jakoś za cholerę  nie znajduję na nic czasu.
- ............................ a tu niedługo dopiszę coś baaardzo zaskakującego, ale póki co ciii szzzaaaa

Mąż:
- awansował, i ma teraz baaaaaardzo dużo pracy i nauki,
- po zdobyciu złota w II lidze w edycji zimowej rozpoczął kolejny turniej - wiosna 2010 - tym razem w lidze pierwszej,
-
złożył zamówienie u geodety na mapy geodezyjne potrzebne do pozwolenia na budowę,
- jak zawsze pomaga mi w ogarnięciu wszystkiego, bo bym nie wyrobiła ;-)

My:
- kupiliśmy spory kawałek ziemi rolnej w górach, zastanawiamy się teraz co będziemy uprawiać (mam na myśli rośliny ;pppp)
- szukamy dobrego (czyt.: taniego) architekta do wykonania adaptacji naszego projektu,
- i jeszcze jedno ale póki co, nie napisze ......




08:27, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Pod koniec roku trochę poleniuchowaliśmy nad morzem. Tam też spędziliśmy Święta , więc wyjątkowo no i pierwszy raz z Synem, pięknie wyglądali  Synek z Tatą na tle choinki, żywej, piękniej, pachnącej ;-) Na Sylwestra byliśmy już u siebie. Taki nasz mały rodzinny bal. Mama, Tata i Syn. Był szampan, zimne ognie, dużo ciepła i miłości ;-)) Wymarzony pierwszy wspólny Sylwester.
Nowy Rok za to rozpoczęliśmy pełną parą.  Parę dni po Nowym Roku podpisaliśmy umowę z Zakładem Energetycznym o przyłącze prądu do naszego przyszłego domku. A   dzisiaj odebraliśmy przesłany z biura architektonicznego projekt budowlany. Tak więc zaczynamy, w prawdzie  małymi kroczkami, ale jednak,  przybliżać się do wymarzonego celu - własnego domu z pięknym ogrodem wśród zieleni, daleko od zgiełku tego miasta.

Życzę wszystkim w Nowym Roku po prostu tego abyście byli szczęśliwi.



20:09, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2009
Święta zbliżają się wielkimi krokami. Dla mnie to będzie już drugie Boże Narodzenie w tym roku. Macierzyństwo to przepiękny czas. A podobno miało być tak strasznie, miało być tak ciężko, miałam podobno nie chcieć już więcej dzieci. Miały być nieprzespane noce, wieczne  zmęczenie, nadszarpnięta cierpliwość. A jest przeogromna radość i szczęście, wbrew temu co wszyscy jednogłośnie twierdzili niezmącone żadnym "mam już dość". Nie mam dość, a co więcej nie mam dość na tyle, że nie mogę się już doczekać kolejnego potomka. Może to dlatego, że mój syn jest chyba najgrzeczniejszym dzieckiem jakie znam i nie dał mi zarwać jeszcze ani jednej nocy, może dlatego że mój mąż jest najcudowniejszym mężem i ojcem jakiego kiedykolwiek widziałam. A może po prostu dlatego, że miłość jaka się pojawia wraz z narodzinami takiego maleństwa jest niewyobrażalnie nieporównywalna do czegokolwiek czego doświadczałam wcześniej.

Rzadko tu ostatnio bywam. Wybaczcie. Po prostu szkoda mi każdej minuty której nie poświęcam temu maleństwu. Nawet kiedy śpi uwielbiam leżeć obok niego i po prostu patrzeć. Nie zdawałam sobie sprawy wcześniej jak słodko wygląda dziecko, które uśmiecha się przez sen od ucha do ucha. Chyba mu dobrze z nami. Mi na pewno dobrze z nim.

PS. Kiedyś uwielbiałam zapach jaśminu. Dzisiaj uwielbiam zapach mojego syna.





14:50, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 października 2009

Ponieważ nie bardzo mam czas na internet pozwoliłam sobie podkraść wpis  ze strony -bloga naszego synka, gdzie jego tatuś opisał jak nasza Krusynka przyszła na świat  ;-)


(punkt widzenia taty)

26 i 27 września 2009 dni, w którym moje życie nabrało jeszcze większego sensu.:) Sobotnie  jesienne popołudnie, za oknem ciepło jest godzina15:50 moja Żona oznajmiła, że czuję się dziwnie jakby miała  pierwsze skurcze. Akurat, że w tym dniu był mecz Mistrzostw Europy Kobiet, mecz Polska – Chorwacja (skończył się 3:0) zażartowałem:

-obejrzymy meczyk i możemy jechać rodzic

 Humor mi odpisywał i nawet sobie żartowałem, tym bardziej, że Moja Żona cały czas oznajmiała że chcę urodzić koło wtorku, gdyż 27 września planowaliśmy wspólno kolacje – NASZA PIERWSZA ROCZNICA ŚLUBU. Godzina 16:20 drugi skurcz trwa poniżej 30 sekund, 16:45 – trzeci skurcz i tak cały czas co 30 minut. O godzinie 18:00 moja Żona stwierdziła

-Wyobrażałam sobie inaczej skurcze

 Wtedy wiedziałem, że już Nasz Krusynek wybiera się na spotkanie z rodzicami. Po godzinie 18:00 skurcze trwały już co 5 minut powyżej 30 sekund to był znak:

- pora na dokończenie pakowania - z wielkim uśmiechem oznajmiłem

- raczej dla mnie pora na kąpiel – stwierdziła

 Od 25 minut Żona siedzi w wannie, ale nic nadal skurcze nie przechodzą, zrobiłem parę kanapeczek, które podałem podczas kąpieli. Godzina 18:44 żona wychodzi z wanny, według wszelkim teoriom po takiej kąpieli skurcze powinny osłabnąć albo przejść, a tu nic nadal to samo. O godzinie  19:37 postanowiliśmy jechać do szpitala, skurcze są co 5 minut powyżej 30 sekund i nawet na chwilę niecącą przejść. Szczerze powiem , że jak na początku dopisywał mi humor tak pomału czułem, że w jakiś sposób chciałbym Żonie pomoc. Widok nie był skory do jakichkolwiek żartów. O 20:00 decyzja o jechaniu do szpitala Zawsze wyobrażałem sobie, że do szpitala będę jechać jak najszybciej, a tutaj z wielkim spokojem jechaliśmy aby nie przyjechać za wcześniej.  W szpitalu przyznam się że trochę straciłem cierpliwość po pierwsze na badanie lekarz mnie nie wpuścił, po drugie moja Żonka usłyszała od położnej pytanie

- czy ma Pani opłaconą położną?

 Teraz już wiem, że potrafią Ci uprzykrzyć życie jeżeli nie opłaciło się wcześniej żadnej położnej albo jeżeli nie potrafisz o swoje walczyć. O 22:00 wróciliśmy do domu, gdyż lekarz, przyznam się nie wiem kto mu wydał pozwolenie na wykonywanie tego zawodu , stwierdził:

- takie skurcze mogą długo trwać i nie kwalifikuję się Pani na przyjęcie do szpitala.

 W duchu pomyślałem nie to nie, przyjadę jeszcze dzisiejszej nocy a jak nie to będę wzywał karetkę – wtedy nie będziesz miał wyboru . W domu skurcze trwały już co 2 minuty powyżej 40 sekund. Przyznam się, że były momenty kiedy nie wiedziałem jak Żonie pomoc.  Od godziny 1:00 do 1:40 siedziała w wannie

- skurcze mniej bolesne ale w dalszym ciągu trwają co 2 minuty – stwierdza Żona

 Wybija godzina 2:00 drugi raz jedziemy do szpitala . Droga do szpitala odbywa się bardzo spokojnie. Tym razem zostaliśmy przyjęci do szpitala, w którym chcieliśmy rodzic. Przeszliśmy do pojedynczej Sali porodowej nazywała się: CYTRYNOWA. Na samym wstępnie jako ojciec dostałem papierki do wypełnienia, ale cóż taki kraj. Żona w dalszym ciągu dostawała skurczów tylko, że silniejsze. Została podłączona pod KTG, na którym szybko można było zobaczyć tętno dziecka i siłę skurczów. Miedzy czasie została podłączona do kroplówki. Skurczę tak trwały cały czas i regularnie. Do godziny 7:00 czas wypełnialiśmy albo na chodzeniu po sali albo pod prysznicem. Położna nie odwiedzała za często – raz na godzinkę zerknęła co się dzieję, raczej z obowiązku niż z własnej chęci. Żona moja była bardzo dzielna naprawdę były momenty, że bym oddał wszystko aby jej jakoś pomoc. A sam fakt, że nie jestem w stanie jej ulżyć w tych skurczach człowieka bardziej wkurzało O godzinie 7:00 poprosiliśmy o znieczulenie a raczej musieliśmy wykupić. Znowu mi dają do podpisywania papierki z informacją, że od razu po zabiegu mam uiścić opłatne. Przyszła pani anestezjolog bardzo miła kobieta o imieniu Iwona, pomogłem żonę przytrzymać aby mogła podłączyć cewnik. Z opisów znajomych znieczulenie w kręgosłup miało okropnie wyglądać . Przyznam się, że w tym momencie czułem radość, że Żona trochę odpocznie. I nawet na chwilę nie miałem zamiaru wchodzić podczas tego zabiegu. Szkoda, że pani Iwona kończyła zmianę i kolejną dawkę za 2 godziny miał podać inny lekarz. Rozwarcie już było kolo 5 cm więc przypuszczaliśmy, że cały poród potrwa max do południa. Niestety nie było tak pięknie i ładnie. Rozwarcie szło bardzo pomału, a Żonka z bólu kiedy przestawało znieczulenie prosiła o kolejne dawki. Dokładnie nie pamiętam ale gdzieś koło godziny 9:00 odszedł czop, wtedy już na pewno sądziłem, że akcja pójdzie szybko, a tutaj nic. W dalszym ciągu Żona dostawała znieczulenie raz słabsze raz mocniejsze , ale z każdym razem z opóźnieniem:

- trochę musi Pani mieć skurczów bez znieczulenia aby były silniejsze – tłumaczenia położnej

 A w gruncie rzeczy sądzę, że po prostu nie dostała tego czego chciała. Koło godziny 12:00 przy badaniu odeszły wody płodowe, były bezbarwne. Ale w dalszym ciągu do  II fazy porodowej daleko. Jeszcze aby było ciekawiej nie miałem 600 zł przy sobie aby zapłacić za znieczulenie, zgodnie co podpisałem od razu miałem po zabiegu uregulować formalności. Musiałem podjechać do domu, Żona dostała znieczulenie wiec śmiało ruszyłem do domu z myślą, że będzie odpoczywała . Akurat tego dnia odbywały się w mieście biegi uliczne jak na złość wszystkie na trasie w kierunku do domu. Musiałem okrążyć pół miasta aby trafić do domu. Jak nie znam dokładnie miasta tak tego dnia bez problemu bez mapy udało się dobrze trafić. Kiedy już wróciłem do Żony, znieczulenie przestało działać, a „wielka dama” położna nie raczyła do mojej Żony zajrzeć. Przeprosiłem moją Piękność, że tak długo i od razu poprosiłem lekarza o kolejną dawkę znieczulenia. Czasami odczuwałem, że te znieczulenia to jakby z wielką łaską dawali, chociaż za nie płacisz nie małe pieniądze. Miedzy czasie pytamy się  lekarza dlaczego nie możemy dostać oksytocyne:

- nie ma takiej potrzeby, aby przyspieszać poród gdyż jeżeli przy takim rozwarciu podamy wtedy może się okazać natychmiastowa cesarka. – tłumaczenia lekarza

 Przyznam się, że musiałem mu zaufać i uwierzyć na słowo, nie jest to moja dziedzina więc zdałem się na lekarza. Koło godziny 18:00 już było rozwarcie na 8 cm. Lekarz podał silniejszą dawkę znieczulenia

- prawdopodobnie będzie od razu  na II fazę – słowa lekarza

 Po tej dawcę Żona usnęła i przysiadłem też na podłodze i chwilę przymknąłem oczy. Po godzinie 19:00 poprosiłem, aby zbadali moją Żonę, gdyż nie wiem jak teraz sytuacja wygląda kiedy, trochę usnęła a tym bardziej, że czasami tętno dziecka malało. 19:10 lekarze coś między sobą pogadali. Rozwarcie było na 9 cm, postanowili przyspieszyć poród podali kroplówkę z oksytocyną. Kazali mi trzymać nogę Żony do góry, a jej przy skurczach przeć. Żona nie wiedziała, że to już druga faza   i krzyczała, że nie chcę kolejnego badania. Nagle w sali zrobiło się tłoczno przynajmniej z 8 osób. Tlen został podłączony, Żona wtedy zrozumiała, że się zaczęło, nie wiem skąd wtedy  nabrała sił, ale patrząc na nią byłem podziwu. Akcja porodowa trwało bardzo szybko kolo 15 minut. Krusynek był owinięty podwójnie pępowino. Poród zakończył się wakum, dziecko po urodzeniu od razu  nie oddychało, więc  została odcięta pępowina i od razu zabrane przez położne do podłączenia tlenu. Po najdłuższych w życiu nie wiem pewnie koło 20 sekund usłyszeliśmy płacz Naszego Pięknego Krusynka. Tak jak Zonie tak mi pojawiły się łzy szczęścia.Po chwili usłyszałem głos mojej Żony

- jak Pani ma na imię – skierowany do Kobiety która przyjmowała poród

- Iwona – bardzo stanowcza i konkretna, widać że do tego zawodu stworzona

- dziękuję – zmęczonym głosem odpowiedziała Żona

27 września 2009 o godzinie 19:35 Nasze życie odmieniła mała istotka. Zrobił nam prezent na I rocznice ślubu.

Waga: 3020, długość 53cm  włosy czarne długie – jednym słowem wymarzony syn. Mogę tak pisać długo pewnie jeszcze nie jedną stronę bym zapisał. Z drugiej fazy bardzo dużo pamiętam chociaż trwała koło 15 minut, ale jedno mi najbardziej utkwiło w głowie. Będąc tyle godzin w szpitalu odbyło się parę porodów i słyszałem co się dzieję. I mogę stwierdzić, że w drugiej fazie ani razu nie usłyszałem krzyku Żony, cały czas pracowała i starała się współpracować z lekarzami. Byłem z niej bardzo dumny. I powiem jedno każdemu facetowi polecam i jeszcze raz polecam aby uczestniczył w tej najpiękniejszej chwili. Podczas porodu tak samo po porodzie. Kiedy Żona była zszywana, czy też łyżeczkowanie macicy, gdyż tylko część łożyska została wydalona – uczestniczyłem. Na tyle co mogłem to pomagałem: trzymanie KTG aby słyszeć tętno dziecka podczas porodu, trzymanie głowy podczas parcia, czy też głupie podanie nici z szuflady lekarzowi sprawiało mi przyjemność i poczucie, że jestem potrzebny. Pytanie mojej Żony:

- czy nie brzydzę się jej teraz oglądać jak na patrzyłem się podczas porodu.

- nie i jeszcze raz nie, czuję że jeszcze bardziej nas to zbliżyło.

 A bym zapomniał od razu po zabiegach kiedy Syn  został skontrolowany przez położne poczuł smak piersi - wiedział co dobre i od razu się do niej przyssał. Jeszcze 4 godziny później spędziłem z Żoną na Sali porodowej. Po 0:00 już 28 września przeniosłem rzeczy Żony i Krusynka do innej sali gdzie mają spędzić kolejne doby. Była to sala dwu osobowa. Dopiero wtedy pojechałem do domu, ledwo jechałem samochodem ale dojechałem. Od soboty nie jadłem wiec zrobiłem sobie kanapkę i od razu usnąłem.

 

13:22, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2009
Znajomi z pracy, któych spotykam na korytarzach pytaja co ja tu jeszcze robię i czy mam zamiar urodzić w firmie? ;-) Czy to naprawdę takie dziwne w dzisiejszych czasach, że kobieta chce pracować w ciąży jak najdłużej? Naprawdę mam wrażenie, że niektórzy patrzą na mnie jak na wariatkę. Owszem przyznaję trochę już mi ciężko i w sierpniu mam zamiar już odpuścić, szczególnie, że w sierpniu czeka już na nas Kłączno ;-)))))) ehhh nie mogę się doczekać już poranku nad brzebiegiem jeziora, obiadku w Rancho, tambylców i  stałych przyjezdnych, grajków i niegrajków, tych muzycznie uzdolnionych i tych którym słoń na ucho jak to mówią..... i tych wszystkich uroków  kaszubskiego Kłączna wziętych razem do kupy... Mąż się troche wkurza bo uważa, że w naszym stanie troche za poźno na takie wyprawy ale... mam nadzieje, że i on polubi to miejsce tak jak i ja ;-) ...

"Już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i gitarę, pożegnania kilka słów, Pitagoras bywaj zdrów..."






______________________________________________________

Któregoś dnia, krótka rozmowa z kumplem w pracy, chwilę przed godziną 15, po której następuje masowe opuszczanie biur przez pracowników:

Ja: ehhhh kurde jeszcze 20 min (wzdycham spoglądając na zegar w prawym dolnym rogu monitora)

On (również wzdychając):
ehhhh jeszcze 35 lat do emerytury.


09:10, elfia_istota
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12